Legionowska Liga Futbolu

#GRAMWLEGIONOWIE

Sezon Zima 2020 za nami. Czas na podsumowanie. Jak zagrali faworyci? Kto zachwycił, a kto rozczarował?

Za nami sezon z wyjątkowo długą przerwą spowodowaną pandemią wirusa. Poza jednym wyjątkiem nie można powiedzieć, iż wpłynęło to szczególnie na drużyny, które z różnym efektem wypełniały założone przez siebie cele.

Po zamknięciu zapisów zestaw drużyn przedstawiał się wyjątkowo ciekawie i zapowiadał rywalizację, naszym zdaniem, na trochę wyższym poziomie, niż przed rokiem. Chociaż na 10 zespołów sprzed roku, „tylko” pięć wystartowało w zakończonej właśnie edycji, nowe ekipy pokroju Galaktycznego Melanżu, Junitu Legionowo, SPEEDu, Tanatosu i Dwóch grubych i reszta chudych na swoich listach posiadały wielu znakomitych zawodników gwarantujących wysoki poziom rozgrywek.

Od samego początku byliśmy ciekawi gry, którą zaprezentuje nam młoda, jednocześnie zgrana ekipa Junitu Legionowo. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami, Junit zanotował bardzo obiecujący start rozgrywek, w przekonujący sposób odnosząc zwycięstwa nad czwartą drużyną poprzedniej edycji – Starą Gwardią Białołęki oraz niezwykle doświadczonym SPEEDem. Później jednak nastąpił zwrot akcji spowodowany niższą frekwencją, co przełożyło się na gorsze rezultaty.

Pomimo nie najlepszych wyników, Junit prezentował bardzo ciekawą i ładną dla oka grę. Gorzej było z obroną, która często nacinała się na kontry rywali. Można pogdybać, co by było, gdyby Junit przychodził na każdy mecz posiadając minimum dwie zmiany. Stawiamy, iż więcej sił pozwoliłoby na zebranie znacznie większej ilości oczek, niż to miało miejsce. Na pocieszenie Junitowi zostaje kilka ładnych trafień zawodników tej drużyny, w tym to autorstwa Dominika Kamińskiego, którego trafienie wgrało jeden z naszych konkursów. Warto również odnotować równą formę kapitana drużyny, Piotra Szymańskiego, który w 7 spotkaniach zaliczył 15 trafień.

Przedostatnie miejsce w tabeli przypadło Pociskowi Legionowo, który po zebraniu kilku oczek w pierwszych meczach później długo czekał na kolejną zdobycz punktową. W tej ekipie na wyróżnienie zasłużyli Robert Jarosz oraz Paweł Romatowski, a także zdobywca jednej z najpiękniejszych bramek tej edycji, Daniel Wróblewski.

Ponieważ drużyna przystępowała do sezonu w nieco odmienionym składzie, w porównaniu do poprzedniego, być może przełożyło się to na rezultat. Wiemy, że ambicje w drużynie Pocisku były nieco większe, jednak zabrakło regularności.

Prawdopodobnie na znacznie więcej liczyła również kolejna drużyna w tabeli, czyli Stara Gwardia Białołęki, która przed rokiem przecież weszła do najlepszej czwórki. Naszym zdaniem to, co gorzej funkcjonowało w tym sezonie w zespole z Białołęki, to obrona. W ofensywie ta drużyna wciąż miała wiele do zaoferowania, a prowadzone przez nią akcje mogły cieszyć oko. Nawet, gdy spojrzymy na wszystkie wyniki drużyny, widać, iż wiele z nich było na styku, kiedy to decydowały detale.

Ponownie o koronę króla strzelców walczył kapitan Gwardzistów, Daniel Ziółkowski. I chociaż prowadził w klasyfikacji przez prawie cały sezon, ostatecznie zajął drugie miejsce w zestawieniu. Mimo wszystko całą ekipę należałoby pochwalić za konsekwencje w grze, która nigdy nie nudziła. Kto wie, którą pozycję w tabeli udałoby się zająć tej drużynie, gdyby jej gra w obronie stała na równie wysokim poziomie, co w ataku.

Siódme miejsce przypadło SPEEDowi, czyli kolejnej drużynie, która na pewno liczyła na lepszą lokatę. To, że drużyna prowadzona przez Roberta Słomczyńskiego pierwsze trzy oczka zdobyła dopiero w 6 kolejce należy uznać za jedną z większych niespodzianek minionej edycji. Po pierwszej kolejce, w której SPEED minimalnie uległ ekipie Tanatosu, spodziewaliśmy się, iż w następnych meczach drużyna zacznie już zbierać punkty.

Niestety, udaną serię udało się zacząć dopiero w szóstej kolejce, która zapoczątkowała serię trzech kolejnych zwycięstw. Być może na ostateczny wynik przełożyła się frekwencja, bowiem nie zawsze SPEED dysponował wszystkimi kartami. Wśród najlepszych strzelców drużyny znaleźli się Artur Grzelak (12 goli) oraz Tomasz Woźniak (8 goli).

„Co by było, gdyby zawsze przychodzili w optymalnym składzie” pasuje również do opisu kolejnej ekipy, czyli JNA Radosny Football. Srebrny medalista poprzedniej edycji w pełni zaprezentował swój potencjał dopiero w czwartej kolejce, wygrywając 6-1 ze SPEEDem. Wśród zawodników, których należałoby wyróżnić, na pewno znajduje się Radosław Musel, który po raz kolejny był pewnym punktem swojej drużyny.

Na wysoką ocenę na pewno zasłużyli również Mateusz Morawski czy Mateusz Niedźwiecki, jednak zawodnicy ci nie zawsze byli w stanie wesprzeć swoją drużynę. Co ciekawe, JNA do ostatniej kolejki liczyło się w walce o miejsce na podium, które ostatecznie odebrali mu Weterani. Co by było, gdyby wcześniej udało się zdobyć tych kilka oczek więcej?

Balanga wskoczyła na piąte miejsce w tabeli, chociaż jeszcze w ostatniej kolejce mogła liczyć na trzecie. Być może kluczowym powodem przegrania pozycji na podium było przegrane w ostatnich minutach starcie z Weteranami w drugiej kolejce. Co by jednak nie mówić, drużyna Daniela Domżały kilkakrotnie pokazała to, z czego znaliśmy ją z pierwszej edycji, czyli twardą walkę.

Balanga była jedną z tych drużyn, która dysponuje dość szeroką kadrą, przez co dorobek strzelecki podzielił się równomiernie na kilku zawodników. Naszym zdaniem na wyróżnienie w tej edycji zasłużył Paweł Gąsiorowski, którego trafienia kilkakrotnie lądowały w konkursie na gola kolejki (udało się zwyciężyć w ósmej).

Szeroką kadrę posiadała w tym sezonie również ekipa Dwóch grubych i reszta chudych. Problemem była jednak dość spora rotacja wśród zawodników tej drużyny, bowiem praktycznie w każdym meczu widzieliśmy inny skład. Gdybyśmy mieli oceniać potencjał zespołu po liście zgłoszonych zawodników, bez dwóch zdań powiedzielibyśmy, iż mamy do czynienia z jednym z faworytów.

Wśród regularnie grających zawodników był Dawid Lubiński, bramkarz Grubych, który zawsze był pewnym punktem swojej drużyny. Ponadto musielibyśmy wyróżniać graczy, którzy z bardzo dobrej strony zaprezentowali się w kilku lub jednym meczu (Adrian Leszczyński w spotkaniu z Tanatosem, Jakub Piotrowski w meczu ze SPEEDem czy Jakub Pawlak w starciu z Weteranami).

Czas na drużynę, która zajęła najniższe miejsce na podium, czyli Weteranów. Drużyna Roberta Utko po 4 pierwszych meczach miała zebrane 4 punkty i ciężko było przewidzieć, czy uda jej się jeszcze podjąć walkę o wyższe lokaty. Być może przełomowym było starcie w piątej kolejce ze Starą Gwardią Białołęki, w którym to doświadczonej ekipie udało się wyrwać punkty pod sam koniec meczu.

W Weteranach również co mecz moglibyśmy oglądać inny skład, jednak nie przeszkodziło to tej ekipie utrzymać poziom gwarantujący dobre wyniki. Dobre wrażenie zrobił na nas Mateusz Śliwiński, który grając przez większość część sezonu regularnie punktował. Dowodem na to, że wśród brązowych medalistów rotacja była duża niech świadczy fakt, iż Maciej Steckiewicz (najlepszy zawodnik ósmej kolejki) 9 z 10 swoich goli zdobył raptem w dwóch meczach.

Od początku uznawani za jednych z faworytów, ostatecznie zajęli drugie miejsce. Mowa o drużynie Galaktycznego Melanżu zgłoszonej przez bodajże najbardziej charyzmatycznego kapitana minionej edycji, Szymona Krauza. Bez żadnych wątpliwości Galaktyczni zasłużyli na wysoką lokatę, przez cały sezon prezentując równą formę. W zbieraniu kolejnych punktów nie przeszkodziła im nawet absencja Wojtka Korczaka, który po kilku kolejkach wypadł z gry z powodu kontuzji.

Inna sprawa, że ciężar zdobywania goli udźwignął drugi ze snajperów tej ekipy, czyli Rafał Piekarzewski. Szczególnym popisem tego napastnika był mecz z Grubszymi, kiedy „Piekar” zanotował 4 trafienia, praktycznie w pojedynkę przesądzając o wyniku meczu. Nie zmienia to jednak faktu, iż cały zespół grał równo, wliczając w to najlepszego bramkarza sezonu, Łukasza Leśniaka, który w ostatniej kolejce zanotował dodatkowo trafienie z rzutu wolnego. Obroną, za to, dobrze kierowali tacy zawodnicy jak Adrian Kostecki czy Piotr Wójcik. Przełożyło się to na jeden mecz bez straty gola oraz dwa spotkania ze straconym raptem jednym golem, co na hali jest nie lada wyczynem.

Czas na złotych medalistów, czyli Tanatos. Drużyna, wśród której popularne jest stwierdzenie, iż „robota musi być wykonana”, bardzo dobrze wie, jak tą robotę wykonać. Ekipę zgłoszoną przez Piotra Włodarczyka należy przede wszystkim pochwalić za to, iż praktycznie w każdy meczu udało się jej zebrać w optymalnym składzie. Ta konsekwencja pozwoliła na grę, pomimo, iż mówimy o amatorskich rozgrywkach, na bardzo wysokim poziomie. Zawodnicy grający raz w żółtych, raz w czarnych koszulkach pokazali, co znaczy wymienność pozycji i konsekwencja w grze od pierwszej do ostatniej minuty. Ciężko zaprzeczyć, iż oglądanie Tanatosu praktycznie w każdym meczu było po prostu przyjemnością.

Co ciekawe, zwycięstwa w pierwszych dwóch meczach rodziły się w bólach. Złoci medaliści kilkakrotnie odwracali losy meczu, a już szczególnie zapaść w pamięć mogło ich spotkanie z Dwoma grubszymi i resztą chudych, gdzie zwycięski gol po akcji całego zespołu był jednocześnie ostatnią akcją meczu. Wśród zawodników Tanatosu na pewno na wyróżnienie zasłużyło trzech z nich: Bartosz Januszewski, Krystian Szularz oraz Bartłomiej Gołasiewicz. Zawodnicy, którzy razem w lidze zaliczyli 70 trafień, stworzyli najbardziej efektywne i efektowne trio w całej lidze.

Wyróżnienia:

Najlepszy zawodnik ligi: Bartłomiej Gołasiewicz (Tanatos)

Najlepszy strzelec ligi: Bartłomiej Gołasiewicz (Tanatos)

Najlepszy bramkarz ligi: Łukasz Leśniak (Galaktyczny Melanż)

Pośród wszystkich meczów za najbardziej ciekawy uznaliśmy mecz między Dwoma grubszymi i Tanatosem.

Odpowiedz